Patrzący na nią ojciec zapytał z przebłyskami złości w oczach;
-Gdzie byłaś?
-Co tak nagle zaczęło Cię to interesować, to moja sprawa. Wyrzuciła z siebie wpatrując się w deskorolkę stojącą w przedpokoju.
-Musiałam w końcu poznać to słynne miasto. Dodała swobodnie, lekko przewracając oczyma. Rzucając torbę w kąt korytarza, ruszyła w stronę swojego pokoju. Na koniec powiedziała złośliwie;
-Idę spać ,a Ty jak chcesz to pogadaj sobie do ściany, którą widzisz na przeciw siebie, bo może ona Cię wysłucha. Wysłała ten tekst w strone dość wkurzonego ojca. Odwróciła się napięcie. Wchodząc do pokoju z zaciętym wyrazem twarzy usłyszała jeszcze podniosły głos;
-Jeszcze nie skończyłem z Tobą rozmawiać Angel!
Nic sobie z tego nie robiąc zatrzasnęła z uporem drzwi. Za nimi ,pośród czterech ścian ujawniła się jej prawdziwa osobowość. Ściągnęła codzienną fałszywą maskę. Nie była już tak twarda, pokazała się jej prawdziwa natura skrywanych jak dotąd uczuć. Usiadła na parapecie okna w którym widniało całe miasto. Ruchliwe ulice, zadymione i ogłuszone dźwiękiem jadących samochodów. Angel schowała nagle twarz w ręce i zaczęła cichutko płakać jak mały ,siedzący w kącie szczeniak, któremu czegoś brakuje. Miała zbyt dużo myśli w głowie i mieszanych uczuć. Była przetłoczona własną, sięgającą strachu samotnością. Siedziała tak do rana. Brakowało jej oddechu swobody i poczucia własnej wartości...